czwartek, 23 sierpnia 2018

Akceptacja

Samir przyglądał się swojej śpiącej żonie wodząc wzrokiem po wszystkich zakamarkach jej rozluźnionego ciała. Choć oboje starali się dbać o zdrowie, jej sylwetka odbiegała już od jakiegoś czasu od stanu idealnego. 

Pełne piersi dziewczyny były niewątpliwym plusem, jednak jako jej Pan, Samir zobowiązał się dbać o nią, a to również oznaczało dbałość o jej wygląd i zdrowie. 

Kornelię obudziło dziwne uczucie bycia obserwowaną. Kiedy otwarła oczy, zobaczyła że mąż siedzi na fotelu i przygląda się jej nagim pośladkom. 

- Not creepy at all... - wymruczała sarkastycznie. - Jest jakiś szczególny powód dla którego tak mi się przyglądasz? 

- Ile ważyłaś kiedy się poznaliśmy? 

Dla Kornelii temat jej wagi i wyglądu był wyjątkowo drażliwy i wywoływał u niej szczególny rodzaj agresji. 

- 55kg. 

- A teraz? 

Rodzące się w dziewczynie uczucie rosło niemalże wykładniczo za każdym razem kiedy uświadamiała sobie jego irracjonalność. 

- 70. 

- Mhm... - mężczyzna na chwilę zamilkł, rozważając w ciszy - Chcę żebyś wróciła do swojej wagi z tamtego okresu. Do Ciebie należy jak to osiągniesz, masz w tej kwestii wolną rękę tak długo jak będziesz mnie informować o podejmowanych krokach. 

Samir z zainteresowaniem i lekkim smutkiem obserwował galopujące przez twarz żony emocje. Wściekłość. Żal. Zrezygnowanie. Jeszcze większa wściekłość.

- Rozumiem, że Ciebie to nie dotyczy tak? 

- Tak. 

Kornelia zerwała się na równe nogi i chwytając w locie ubranie wymaszerowała z sypialni rzucając wzrokiem gromy na lewo i prawo. Zawsze uciekała kiedy żądza mordu zaczynała brać nad nią górę.

Mężczyzna przez chwile rozważał czy nie pozwolić dziewczynie na odparowanie emocji. Nie miał wątpliwości co do jej posłuszeństwa, choć nie podobała mu się aż tak emocjonalna reakcja, przecież stać ją na większą samokontrolę. 

- Wróć tu. - powiedziane głośno, choć spokojnie. 

Devi już w pełni ubrana weszła do pokoju robiąc wszystko byle tylko uniknąć wzroku swojego Pana. 

- Nie podoba mi się Twoje zachowanie. Jesteś moja i mam prawo do decydowania o Tobie, o Twoim wyglądzie, a nawet o tym jak będziesz mi pokazywać swoje emocje. I to co przed chwilą pokazałaś absolutnie nie jest akceptowalnym przeze mnie sposobem. 

Krótka cisza miała być szansą na przeprosiny, choć Samir doskonale wiedział, że nie uzyska od swojej Własności przeprosin. Jeszcze nie teraz. 

- Zdajesz sobie sprawę, że zmuszę Cię do właściwego zachowania, prawda? 

- Przepraszam. 

Jedno słowo, a zawierało tak wiele złości, jadu i niechęci. Tak wiele negatywnych emocji i ani grama akceptacji. 

- O nie, moja droga suko, nie takiego "przepraszam" oczekuje. Rozbierz się. 

Dziewczyna przez chwile rozważała swoje możliwości. Choć krew gotowała się jej w żyłach, nie odważyła się sprzeciwić. Powoli zdjęła z siebie wszystko co z takim zapałem na siebie wciągnęła. 

- A teraz uklękniesz, a później przyjmiesz pozycję na czworakach. Trochę bardziej w prawo. Patrz w podłogę, między swoje dłonie. Wypnij trochę bardziej dupsko. O tak. 

Kornelia usłyszała, jak jej mąż wychodzi z pokoju. Jak zwykle usiłowała powstrzymać się od nasłuchiwania. Jak zwykle bezskutecznie. Usłyszała rozsuwanie kuchennej szuflady, po którym nastąpił trzask otwieranej szafki i stukot przesuwanych naczyń. Choć lekki lęk budził się w jej trzewiach, złość i irytacja nadal królowały w jej umyśle. 

Samir stanął tuż za plecami dziewczyny, tak by czuła jego obecność. I czekał. Usiłował rozjuszyć ją jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Kolejne sekundy mijały. Głębokie westchnienie dało mu znak, że kolejny poziom agresji u jego żony został osiągnięty. Pochylił się i przykucnął obok niej. 

- Widzisz, do tego stopnia decyduję o Twoim wyglądzie, że kiedy życzę sobie żeby podpórka pod moje stopy miała jedną stronę czerwoną to to właśnie dostaję i nie masz na to żadnego wpływu.  - to oznajmiwszy przyłożył drewnianą łyżkę do pośladków dziewczyny i zaczynając od samej góry, raz za razem odbijał kolejne czerwone ślady na jej pośladkach. 

Mężczyzna przestał dopiero, kiedy dziewczyna usiłując ze wszystkich sił nie dać po sobie poznać jak mocny ból odczuwa drżała na całym ciele. Samir odłożył łyżkę na biurko obok siebie i siadając na krześle oparł nogi o wygięte plecy swojej żony. Wziął na kolana laptopa i podłączając do niego głośniki wybrał film. 

Dziewczyna wydała z siebie ciche warknięcie. Nie znosiła tego typu hałasu. Budził u niej natychmiastową irytację. 

Minuty mijały. Choć Kornelia usiłowała utrzymać w sobie złość, to emocje stopniowo zaczynały opadać wraz ze wzrostem bólu coraz bardziej zmęczonego ciała. 

- Przepraszam Panie... 

Mężczyzna postawił stopy na podłodze. 

- Uklęknij. Popatrz mi w oczy, powtórz to jeszcze raz i powiedz za co przepraszasz. 

Choć dziewczyna spojrzała na swojego Pana z wyrzutem, to wykonała polecenie. 

- Przepraszam Cię Panie za moje zachowanie, za niepotrzebny wybuch emocji i za brak akceptacji Twojej władzy nade mną... 

No dobrze, to sprawdźmy jak Ci to wyjdzie - pomyślał Samir.

- Grzeczna dziewczynka. Chcę, żebyś chudła mniej więcej pół kilograma tygodniowo. Jeśli nie schudniesz wcale, zostaniesz ukarana. Surowo. Jeśli schudniesz mniej, chcę żebyś podała mi powód dlaczego. Czy to jest jasne? 

- Tak Panie... - choć po mimice można było poznać, że część irytacji wróciła, to zachowanie i ton dziewczyny świadczyły o tym, że zaakceptowała decyzję i to, co jest od niej oczekiwane.

wtorek, 31 lipca 2018

Szalenie niestosowny ton

Samir podszedł do swojej żony, ubranej jedynie w zwiewną sukienkę i przytulił się do jej pleców. Jedną dłonią wplecioną we włosy na karku odchylił jej głowę w lewą stronę i delikatnie pocałował szyję, podczas gdy druga dłoń powędrowała prosto na jej chłodną, nagą pupę. 

Dziewczyna cicho jęknęła, poddając się pieszczocie. 

Mężczyzna podciągnął tył sukienki wyżej i zaczepił o górną część stroju tak, że jej pośladki pozostawały na widoku. Lekko naciskając krzyżową część jej teraz nagich pleców odwrócił ją  przodem do siebie i delikatnym ruchem wyciągnął jej piersi tak, że opierały się na materiale sukienki. 

- Spokojnie, nie będę Cię dotykał na razie - delikatnie wymruczał widząc lekki strach na twarzy swojej żony. - chcę tylko patrzeć. Uklęknij. 

Kornelia opadła na podłogę, spuściła wzrok i rozszerzyła nogi. Dokładnie tak, jak nauczył ją Pan. 

- Devi, czy ćwiczyłaś wczoraj tak jak kazałem? 

Przerażenie rozpoczęło swoją wędrówkę od brzucha dziewczyny. Zawsze kiedy odczuwała lęk, towarzyszyło jej mrowienie skóry. Zaczynało się od pępka, wspinało się na ramiona i delikatnie spływało na nogi, kończąc swą podróż między jej udami wraz z uczuciem przypominającym podniecenie (a może będącym właśnie tym?).

- Tak, Panie. - powiedziała, choć jej twarz zdradzała coś zupełnie innego niż potwierdzenie.  

- Devi...  Dałaś z siebie tyle, ile oczekuje od Ciebie Twój Pan?

I znów ta cholerna groźba w głosie. 

- Panie, proszę! 

Samir złapał ją mocno za podbródek i popatrzył w oczy. Nie musiał mówić nic więcej. Wystarczyło, że patrzył. 

- Nie, nie dałam z siebie tyle ile powinnam. Zrobiłam to "na odczep się". Przepraszam. 

Mężczyzna przyglądał się uważnie swojej żonie milcząc, przybierając nieodgadniony wyraz twarzy.  

- Rozumiem. Rozbierz się i podaj obrożę i opaski na nadgarstki i kostki. Te z dzwoneczkami. - głowa dziewczyny ciężko opadła - Powiedziałem, że nie będę Cię teraz dotykał, nie panikuj. 

Kornelia podniosła się z kolan, zsunęła sukienkę na podłogę i przyniosła wszystko, o co została poproszona.  W dotyku Samira nie było czułości, kiedy zapinał obrożę na jej szyi; przez jego twarz nie przebijało również uczucie, kiedy brutalnymi ruchami zapinał klamry od pozostałych pasków. 

- Widocznie nie pamiętasz, że jesteś moją własnością, że należysz tylko do mnie i że kiedy dostajesz polecenie Twoje lenistwo nie ma żadnego znaczenia. Będę przyglądał się Twojemu nastawieniu i zdecyduję kiedy zwrócę Ci możliwość chodzenia w ubraniu. Pamiętaj, o tym że nie życzę sobie, żeby ktokolwiek Cię zauważył przez okno, jasne? 

Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Krew zagotowała się w jej żyłach. Nienawidziła chodzenia nago. Wzdrygała się na samą myśl o kilku godzinach spędzonych bez odzieży, a co dopiero kilku dniach. 

- Proszę Cię, ukarz mnie inaczej. 

- Nawet gdyby nie fakt, że podjąłem już decyzję, to ton Twojego pytania jest szalenie niestosowny moja panno. Powiem więcej, dzięki temu pytania właśnie, dzisiejsze ćwiczenia będziesz wykonywać przed lustrem, tak, żebyś dokładnie widziała moją twarz obserwującą każdy Twój ruch. - to powiedziawszy, mężczyzna podniósł się i zostawił swoją uległą stojącą na środku sypialni, ze łzami złości spływającymi po policzkach; i tylko duma nie pozwalała jej na krzyk agresji, choć w zaciszu własnej głowy waliła pięściami we wszystko co napotkała na swej wyimaginowanej drodze.

niedziela, 29 lipca 2018

Nauka jazdy

- Kochany... Pojedziesz ze mną do tamtego fajnego sklepu? 

- To jest prawie 100km! Tylko po to, żeby poczekać na Ciebie 40 min i zawieźć Cie z powrotem. Nie ma mowy. Jedź sama, zrób sobie wypad w tygodniu, kiedy jestem w pracy.

- Ale ja się boję sama jechać... - powiedziała cicho, nieco zawstydzona.

Samir nic nie odpowiedział, co nieuchronnie spowodowało, że Kornelia wywróciła oczami, odwróciła się na pięcie i pomaszerowała zająć się swoimi sprawami. 

Choć dziewczyna uznała temat za zakończony, Samir rozważał przeróżne opcje jak podejść do sprawy. 

W sobotni poranek, kiedy oboje byli już przebudzeni i zaangażowani w swoje zajęcia, Kornelia usłyszała: 

- Devi! Choć tutaj. - dziewczyna podeszła i usiadła obok męża - Chcę, żebyś się przebrała, wyprostowała włosy i poprawiła makijaż. Wychodzimy. Załóż wygodne buty. 

"Jak nic czekają mnie zakupy!" - pomyślała podekscytowana. Kiedy już za kilka chwil oboje schodzili do samochodu, Samir podał Kornelii kluczyki i uśmiechnął się chytrze. 

- No chyba sobie jaja robisz...

- Wsiadaj. - kiedy drzwi po obydwu stronach zamknęły się za nimi kontynuował - Devi, jesteś moja i jesteś po to żeby mi służyć. Żeby robić to dobrze, musisz rozwijać swoje umiejętności i nie przyjmuję z ust  mojej uległej wytłumaczenia w postaci "boję się jechać". Twoje lęki nie mają znaczenia. Twoje bezpieczeństwo, ma jednak ogromne; podobnie jak to, co sądzą o mojej suce inni kierowcy. Dlatego upewnimy się, że kiedy wyjeżdżasz spod domu, nie przynosisz mi wstydu. Za chwilę włączę nawigację i chcę, żebyś dowiozła mnie na miejsce. Pamiętaj! Jeżeli uznam, że nie zachowujesz się właściwie na drodze, upomnę Cię. Jeżeli będę musiał upomnieć Cię ponownie za to samo, zostaniesz w domu ukarana. 

- Panie... Proszę Cię. 

Samir jednak zignorował jej prośbę i już po chwili usłyszeli pierwsze wskazówki. Kornelia westchnęła głęboko, po czym zaczęła proces przygotowania. Fotel. Lusterka. Pasy. Ruszyli. 

Co chwila z ust Samira padały kolejne uwagi: "Przy zbyt niskich obrotach zmieniasz bieg i nie trzymaj dłoni na gałce.", "Ten manewr był zbyt szybki", "Trzymasz się zbyt blisko lewej strony", "Ten ruch powinien być płynniejszy". 

Dziewczyna warknęła cicho po czym zjechała na pobocze. 

- Tak się nie da jechać! 

Samir lekko uśmiechnął się do swojej uległej. 

- Ależ oczywiście, że się da. Wracaj na drogę. Włącz się do ruchu delikatniej niż zjechałaś na pobocze. 

- Samir... 

- Bez dyskusji. 

Choć czasem Kornelia buntowała się wyłącznie po to, by jej bunt został stłumiony jeszcze w zarodku, cała sytuacja była dla niej wybitnie niekomfortowa. Wiedziała jednak, że po tym co usłyszała, sprzeciw jest absolutnie bezcelowy i przyniesie jej jedynie ból. Zagryzła zęby i ruszyła dalej. 

Kiedy dotarli na miejsce odetchnęła z ulgą. Była wykończona ciągłym unikaniem myśli o nadchodzącej karze na tyle, by skupić się na uwagach męża i oczywiście na drodze. Kawa i niecała godzina wybierania butów pozwoliły jej jednak rozluźnić się nieco, zapomnieć o konsekwencjach i cieszyć się nadchodzącą podróżą, kiedy będzie mogła oglądać swojego Pana za kierownicą, co niezmiennie sprawiało jej olbrzymią przyjemność. 

Kiedy podawała Samirowi kluczyki, ten tylko spojrzał na nie kpiąco i stwierdził: 

- No jak to, Devi.. Przecież masz już wszystko poustawiane. 

Miała ochotę płakać. Samo prowadzenie nie było niczym traumatycznym - równie dobrze mogła jednak jechać sama. Ciągła ocena była tym, co powodowało przerażenie. Nic tak nie odbierało jej radości z czegokolwiek, jak druga osoba co rusz wytykająca jej błędy. 

Droga powrotna nie przyniosła żadnych urozmaiceń. Samir równie często i równie bezlitośnie wytykał jej każde niedociągnięcie. Ku przerażeniu Kornelii teraz jeszcze robił notatki. 

Kiedy drzwi wejściowe ich mieszkania zamknęły się za nimi, od razu usłyszała: 

- Rozbierz się. 

Już nie była w stanie wytrzymać więcej napięcia i łzy pociekły po jej policzkach. Uklękła nago i czekała, wiedząc że błagania nie mają żadnego sensu. 

- Było całkiem nieźle. Kilka niedociągnięć, to prawda, ale radzisz sobie za kółkiem dość dobrze. Pamiętaj jednak, że Twój Pan oczekuje od Ciebie stu procent. Nie dziewięćdziesięciu. Nie dziewięćdziesięciu trzech, ale właśnie stu. Dlatego zostaniesz teraz ukarana. Cały proces będziemy powtarzać co sobota, aż nie uznam, że wystarczy. 

Była pewna, że się przesłyszała. To absolutnie niemożliwe. 

- Wstań. Twarzą do ściany. Na palcach. Oprzyj dłonie wysoko nad głową. Taaak. Śliczna jesteś. - przez chwile gładził jej pośladki, jeszcze posiniaczone po ostatnim pyskowaniu - nie chcę widzieć żadnego ruchu bez pozwolenia. Nie chcę Cię też słyszeć. W przeciwnym wypadku - zacznę od początku.  

Samir uwielbiał wymuszać na niej samokontrolę. Zwłaszcza, kiedy nie miała ochoty na to co się dzieje, zwłaszcza kiedy szargały nią irytacja, złość i szeroko pojęta żądza mordu. Bambusowy kijek powinien wystarczająco wysoko podnieść poprzeczkę. 

Bił metodycznie, tworząc pręgę obok pręgi i obserwując jak dziewczyna ze wszystkich sił próbuje zmusić własne ciało do posłuszeństwa. Tylko cichy szloch i ostre, szybkie oddechy pokazywały jak wiele ją to kosztuje. 

Kiedy skończył, przejechał dłonią po wrażliwej skórze. Odpowiedziało mu jedynie napięcie mięśni. 

Zapalił światło. 

- Wypnij się bardziej. 

Samir upewnił się, że dźwięk migawki w aparacie jest włączony, po czym z kilku różnych miejsc sfotografował wynik swojej pracy. Zignorował, że głowa jego uległej lekko opadła pomimo zakazu. Zniesienia bólu mógł od niej wymagać, zażenowanie zasługuje na taryfę ulgową. Drobną. Kiedy światło zgasło, podszedł do niej, szarpiąc za włosy ustawił na czworaka na podłodze, po czym tuż przed jej oczami położył telefon z dopiero co stworzoną fotografią. 

- Patrz uważnie. Przyjrzyj się każdemu śladowi z osobna. Tak kończy się, kiedy Twój Pan jest z Ciebie niezadowolony - to powiedziawszy stanął za nią, kucnął, po czym bezceremonialnie wepchnął dwa palce w jej wnętrze. Odpowiedział mu cichy jęk. 

- Widzisz suko? Nie ważne co z Tobą robię, nie ważne jak bardzo tego nie chcesz i jak duży ból Ci sprawiam; Twoje ciało doskonale wie, czego potrzebujesz. Doskonale rozumie, że Twoja cipka, całe Twoje ciało i wszystko co sobą reprezentujesz należy do mnie i tylko ja decyduję o tym co czujesz, kiedy to czujesz i jak to wykorzystam. To i wszystko inne. 

To powiedziawszy, klepnął ją w tyłek, z dumą stwierdzając, że mimo zaskoczenia i ilości czerwieni na jej pośladkach nie wydała z siebie dźwięku. 

- Pod prysznic. Śmierdzisz strachem.

niedziela, 22 lipca 2018

Niedzielne popołudnie

Samir wyraźnie dostrzegał, że jego żonie z trudem zaczyna przychodzić kontrolowanie ochoty na seks. Przy każdej nadarzającej się okazji ocierała się o niego w sposób niemalże wulgarny. 

Mężczyzna nie chciał jej zabraniać takich zachowań, choć nie zawsze miał na nie ochotę. Dużo pracy włożył w to, żeby uzyskać od swojej uległej ten szczególny rodzaj otwartości i nie zamierzał tak z błahego powodu jak brak humoru zaprzepaścić tej ciężkiej pracy.

- Devi, chodź tutaj. - Samir poklepał się delikatnie po kolanie dając swojej kobiecie znak by usiadła. - Wiesz jak bardzo seksowna jesteś? Zdajesz sobie sprawę z tego, że nawet kiedy nie mam ochoty na seks, nie jestem w stanie powstrzymać się przed uderzeniem Cie w pupę kiedy tak kusicielsko ocierasz się o mojego kutasa? 

Tyle lat małżeństwa, a jego słodka żona nadal czerwieniła się jak nastolatka słysząc słowo kutas. 

Jego słowom towarzyszyło nie tylko delikatne zażenowanie, ale również delikatnie przyspieszony oddech jedynie potwierdzający jego teorię o poziomie jej frustracji. 

- Nie pozwolę Ci jednak dojść. Nie w najbliższym czasie w każdym razie. Tę przyjemność chcę zachować dla siebie. Rozbierz się. 

Samir uwielbiał oglądać zagubienie na twarzy swojej uległej. Lekkim klepnięciem w udo przywołał ją z otchłani jej myśli. Kornelia wstała i - zgodnie z normalnymi oczekiwaniami - zaczęła powoli zsuwać ramiączka sukienki z ramion. Kiedy ta opadła na podłogę, dziewczyna odwróciła się plecami i lekko wypinając pupę wolno zsunęła bieliznę podając ją mężowi. 

Mężczyzna podniósł majtki na palcu, przyjrzał się bliżej ciemnej plamie i prześmiewczo wciągnął powietrze. 

- Aż tak? To będzie ciężki dzień suczko. 

Kornelia z całego serca nienawidziła kiedy Samir wyśmiewał się z jej podniecenia. Równie mocno ją to podniecało. Wciągnęła powoli powietrze i utkwiła wzrok w podłodze, choć wiedziała że nie powinna.Wiedziała też, że nie zostanie za to ukarana. Choć było to wbrew zasadom, jego również podniecało jej zażenowanie. 

- Usiądź na krześle. Dobrze. A teraz rozsuń szeroko nogi. Oprzyj je po moich dwóch stronach o łóżko, tak żebym dobrze widział jak mokra jesteś. Szerzej. 

Jej zażenowanie rosło z minuty na minutę, tym bardziej napędzane przez jej zdradzieckie ciało, które reagowało na każde jego słowo. Z trudem opanowała odruch zasłonięcia się, kiedy Samir zsunął się z łóżka i uklęknął tuż przed jej ociekającą cipką. Delikatnie, jednym palcem zebrał nadmiar wilgoci, po czym delikatnie nawilżył prawy sutek. 

- O symetrię trzeba dbać. - usłyszała, po czym poczuła ponowne muśnięcie między nogami i wilgoć na lewym sutku. Samir wciągnął powietrze przez nos, po czym stwierdził - Czuć Cię, Devi. 

Kornelia nie odważyła się nawet jęknąć ze wstydu; to by oznaczało że tam jest, że nie może udawać że zapadła się pod ziemię. 

- A teraz doprowadź się dla mnie do granicy. 

Spojrzała na niego zaskoczona. 

- Ale... 

- Już! 

Zamknęła oczy i nieśmiało spuściła dłoń między rozpalone uda delikatnie masując najwrażliwszy punkt. Jej oddech przyspieszył jeszcze bardziej. Wiedziała, że nie potrzeba jej dużo. Zaledwie kilka ruchów doprowadziło ją do granicy szaleństwa. 

- Grzeczna. A teraz wstań. 

Samir również podniósł się z podłogi. Wyciągnął wibrujące, zdalnie sterowane jajo i pas cnoty, który dostał od żony na poprzednie urodziny. Kiedy usłyszał jęk przerażenia za plecami, szeroki uśmiech zakwitł na jego twarzy. Zdławił go jednak i przyjmując poważny wyraz twarzy wrócił do Kornelii. Kiedy ostatnia klamra pasa została zapięta, z kieszenie wyciągnął małą tubkę. 

- Zamknij oczy. 

Samir wolną dłonią wygrzebał z kieszenie pilot i uruchomił jajo. Na najniższe obroty, zaledwie na kilka sekund tylko by upewnić się, że wywiera na Devi odpowiednio duże wrażenie. Odpowiedział mu skowyt mówiący tak wiele o bezradności stojącej przed nim kobiety. Po kolejnych kilku sekundach, zbliżył usta do lewego sutka i delikatnie polizał czubek, by za moment wessać cały napięty czubek. To samo powtórzył po drugiej stronie. 

Wsłuchując się w stękanie tuż przed nim, rozsmarował nieco maści między palcem wskazujący a kciukiem. Kornelia natychmiast rozpoznała zapach Ben-gaya i odsunęła się o krok. 

- Wróć tu... - warknął. 

Kiedy miał ją już w zasięgu dłoni, mocno ścisnął obydwa sutki wcierając jednocześnie białą masę w skórę. 

- A mogło nie boleć. Otwórz oczy. Pamiętaj, że nie wolno Ci dojść. - ich oczy spotkały się na moment - A teraz chcę, żebyś dokończyła zadanie, które masz skończyć na jutro do pracy. Rozepnę Cię z tego dopiero jak skończysz i wynik będzie satysfakcjonujący. Jeśli dojdziesz, nie rozepnę Cię z tego wcale dzisiaj i będzie nas czekać baardzo długi dzień. Jasne? 

Dziewczyna była na skraju łez, choć oboje wiedzieli, że nie mogłaby być szczęśliwsza.

sobota, 21 lipca 2018

Nie myśl, pytaj.

Samir od rana miał ochotę na pączki. Nie byle jakie pączki. TE pączki. 

Choć wiedział, że nie powinien, że nie wpłynie to zbyt pozytywnie na jego wygląd, to jednak postanowił, że ten przebrzydły wypiek ma tego dnia wyższy priorytet. 

- Devi, pojedziesz teraz do Tesco, kupisz mi dwa pączki. Przywieź też czereśnie i zgrzewkę wody mineralnej. 

- Zaraz. 

Zapadła chwila ciszy. Nic tak nie wzbudzało w Kornelii niepokoju i odruchu ucieczki jak cisza. Dziewczyna podniosła wzrok, po czym wzdychając ciężko zaczęła się ubierać. 

- Mam kupić coś jeszcze? 

- Nie. 

Już wychodząc ze sklepu, niedaleko kas, Kornelia zerknęła ponownie na batonik który sobie wybrała. "To zupełnie racjonalne, że skoro Pan kazał sobie kupić dwa ciastka to i ja mogę kupić sobie coś małego." 

Kiedy Devi rozpakowywała zakupy, Samir stanął obok niej i zerkając to na batonik to na żonę zlustrował jej twarz pytającym spojrzeniem. 

- Czy moje polecenie było niejasne? Ty nie będziesz jeść dzisiaj niczego słodkiego. 

- Ale... 

- Żadnego "ale". Rozpakujesz teraz batonik i położysz na swoim biurku. Będzie tam leżał do środy. 

- Dziś jest sobota! 

Odpowiedział jej tylko pobłażliwy uśmiech na twarzy mężczyzny.

piątek, 20 lipca 2018

Prawo do błagania

Choć oboje by tego chcieli, relacja między Samirem a Kornelią nie mogła objawiać się zawsze, w każdym momencie każdego dnia. Choć oboje zdawali sobie z tego sprawę, Kornelii akceptacja tego faktu przychodziła z ogromnym trudem. 

Samir nie tylko rytmicznie uderzał w przyciski na klawiaturze, ale również energicznie wystukiwał stopą rytm płynącej w tle muzyki. Choć praca z domu nigdy nie przychodziła mu z trudem, tego dnia wyjątkowo sprawnie przechodził od jednego zakończonego zadania do drugiego. To właśnie w takie dni jak ten przypominał sobie o tym, jak genialną decyzją było porzucenie pracy etatowej na rzecz pracy freelancerskiej u boku swojej żony. 

Widząc jednak ukradkowe spojrzenia Devi, na myśl przyszedł mu jeden z minusów wiążących się z pracą z domu. 

Dziewczyna kręciła się na miejscu ewidentnie szukając pretekstu do sprowokowania swojego Pana. Choć mężczyzna uwielbiał hierarchię panującą w ich domu, czasem chciałby móc wyłączyć zapał swojej uległej. 

- Jak Ci idzie? Zdążysz z zadaniem na czas? 

Kornelia rozważyła opcje: "większość jest już gotowa, ale... mogłabym podzielić się tą informacją nieco później ;>". 

- Nie sądzę... 

- Wiesz, że nie lubię kiedy mnie prowokujesz. Jeśli poczuję dziś, że usiłujesz coś ugrać dostaniesz szlaban na klimat na najbliższy tydzień. 

Nieudawane przerażenie zawitało na twarzy kobiety. Choć lęk przed bólem był pieczołowicie pielęgnowany przez jej Pana, to lęk przed brakiem bólu, upokorzenia i dominacji przerażał ją dalece bardziej. 

- Możesz co najwyżej prosić. - odpowiedział mu grymas niezadowolenia - A najlepiej to błagać. Taak, dziś chyba jestem w humorze na błaganie. 

- A nie możesz mnie po prostu związać albo chociaż pozwolić trochę poklęczeć przy Twoich nogach...? 

Samir uśmiechnął się w duchu, dokładając wszelkich starań, by uśmiech pozostał głęboko we wnętrzu jego głowy przybierając jednocześnie kamienny wyraz twarzy. 

- Iiii straciłaś prawo do błagania. Devi, jesteś w pracy. Pracujesz dla mojej korzyści. Dla mojego kaprysu. Oczekuję od Ciebie, że będziesz się do tego przykładać, a oboje wiemy że kiedy tylko Cię zwiąże lub gdy chwycę Cię za włosy na karku i obiję Twój pyskaty ryjek, Twoje myślenie ograniczy się wyłącznie do cipki. Nie jesteś tu dla mokrego krocza, a dla mojej korzyści, więc weź się do roboty. 

Nie wiedząc gdzie podziać wzrok, Kornelia wpatrywała się we własne kolana. Zamiast poczucia skarcenia, opanowało ją nieopisane poczucie przynależności i nieodparta potrzeba posłuszeństwa. Choć czuła, że robi się wilgotna, co powinno uniemożliwić dalszą pracę, to świadomość że jest tak wyłącznie z decyzji jej Pana dała jej motywację i siłę potrzebne do wykonania zleconego jej zadania. 

- Pamiętaj, że wieczorem przejrzę wyniki Twojej pracy. Radzę, żeby były zadowalające...

czwartek, 19 lipca 2018

Nie każ mi zbyt długo czekać

Sen przyszedł nieco później niż Kornelia się spodziewała. Do przewidzenia, biorąc pod uwagę natłok myśli i zmartwień, które nieustannie od kilku dni okupowały jej umysł. Nienormowany czas pracy ma jednak ten plus, że pozwala się wyspać, kiedy noc nie domaga w dostarczeniu upragnionego wypoczynku.

Niestety jednak, nie dane było jej cieszyć się tą korzyścią zbyt długo. Dzwonek telefonu barbarzyńsko wyrwał ją ze snu, choć zdecydowanie za późno zorientowała się, że po drugiej stronie słuchawki może oczekiwać na zgłoszenie jej Pan. 

- Devi! Ile mam czekać aż odbierzesz telefon?  

Zirytowany głos jej Pana nie wróżył nic dobrego. Co gorsza, wyglądało na to, że i przeprosiny nieszczególnie poprawiły sytuację dziewczyny. 

- Mam dziś ciężki dzień, mało czasu i wszyscy w pracy za punkt honoru wzięli sobie zalezienie mi za skórę. Czy chociaż moja niewolnica mogłaby spisywać się dzisiaj jak należy? 

- Tak, Panie, przepraszam. 

- Potrzebuję, żebyś przywiozła mi plecak którego zapomniałem z domu. Leży obok kaloryfera. Co prawda, będzie mi potrzebny dopiero przed wyjściem z pracy, ale nie zasłużyłaś na leżakowanie. Chcę Cię tu widzieć za 15 min i - jak zwykle - zgodnie z przepisami, jasne? 

- Oczywiście. 

Choć na ustach Kornelii błąkał się jęk rozczarowania, nie pozwoliła mu się wymknąć na światło dzienne, jako że nic tak nie dodawało Samirowi kreatywności jak jej marudzenie. 

Zerwała się na równe nogi, wciągnęła na siebie pierwsze co wypadło z szafy i w biegu ubierając buty starała się umyć zęby nie zachlapując przy okazji siebie i wszystkiego na około. 
Tuż po otwarciu samochodu uświadomiła sobie, że nie zabrała ze sobą plecaka, który miała dostarczyć Panu. Wzdychając ciężko, pobiegła do mieszkania i klnąc pod nosem ponownie zamknęła drzwi. 

Zerknęła na zegarek. Jedno czerwone światło i nie zdąży na czas. 

Kornelia miała dość dobrze ugruntowaną tendencję do przekraczania prędkości, której Samir albo nie tolerował, albo czerpał sadystyczną przyjemność z faktu, że przestrzeganie przepisów wymaga od niej ciągłej samokontroli.

"Jest jeszcze nadzieja dla tego dnia" pomyślała dziewczyna, kiedy po upływie 14 minut od nieszczęsnego telefonu dojeżdżała do miejsca, w którym umówiła się z mężem. 

Po krótkiej wiadomości obwieszczającej iż zdążyła na czas, Kornelia odetchnęła głęboko wypuszczając część napięcia jakie nagromadziło się od momentu, w którym otwarła oczy. Z lekką irytacją rozważała, jak mocno podrażniony jest dzisiaj jej Pan i co to będzie oznaczało dla niej. 

Samir zawsze kazał na siebie czekać. Bez względu na to, jak wcześnie dałaby mu znać, że zaraz będzie na miejscu i tak ostatecznie lądowała zastanawiając się czy warto gasić samochód czy lepiej zaczekać na włączonym silniku. Każda taka sytuacja szalenie ją irytowała i żadne racjonalne argumenty (jak np. to że w jej role wpisane jest czekanie) nie uśmierzały palącego ognia złości, który budził się w jej wnętrznościach tuż przed dojechaniem na umówione miejsce. 

Kiedy ujrzała go wychodzącego z budynku, uśmiechnęła się promiennie. Poirytowana czy zestresowana; podminowany, zmęczony czy zadowolony, ważne że blisko.

Wysiadając z samochodu, złapała z siedzenia pasażera plecak i podała go nadchodzącemu mężczyźnie. 

- Byłam na czas - oznajmiła z dumą. 

Samir stanął przed swoją żoną; jego spojrzenie przeanalizowało każdą część ciała istoty stojącej przed nim, po czym na jego twarzy zagościł złośliwy uśmieszek. 

- Kornelio, jak Ty wyglądasz? Nie uczesana, guziki krzywo zapięte, brak makijażu. Tak służysz swojemu Panu? 

Dziewczyna spojrzała na siebie, po czym jej twarz spłonęła intensywną czerwienią. 

- Wybacz Panie, 15 minut to bardzo mało czasu. 

- Ależ mam tego pełną świadomość, skoro sen cenisz sobie bardziej niż służenie Panu to musiałem dać Ci trudne zadanie, ale jak widać, moje próby były zbyt subtelne. - mężczyzna pochylił się bliżej swojej żony, delikatnie odchylił włosy z jej ucha, po czym zbliżając usta do jej policzka wyszeptał - Widzisz, przypuszczałem że wybierzesz czas ponad dokładność, dlatego aż do mojego powrotu, co równą godzinę będziesz doprowadzać się do granicy. Tuż po, chcę dokładny opis jak mocno jesteś podniecona. I ostrzegam, lepiej nie każ mi zbyt długo czekać...

niedziela, 15 lipca 2018

Nie, dzisiaj zostajemy w domu.

Sobotnie popołudnie. Dzień całkiem niedawno ustanowiony jako dzień porządków. Nowy szalony pomysł - a gdyby tak zreorganizować połowę kuchni?! 

Zgodnie ze swą naturą Kornelia niewiele się zastanawiając wywróciła całe mieszkanie do góry nogami w poszukiwaniu wszystkich nadających się do tego przedsięwzięcia pudełek jednocześnie wywalając ich zawartość dokładnie w miejscu, w którym nieszczęsny pojemnik wpadł w jej dłonie. 

Ten sam los spotkał zawartość szafki, która miała paść ofiarą reorganizacyjnego szału. 

Trzy puste pudełka. Jedna pusta szafka. Absolutny brak pomysłu w jaki sposób umieścić mamuci stos wszelakich utensyliów kuchennych w trzech marnych kartonach.  

Nic straconego! 

Kornelia zerwała się na równe nogi i znalazłszy swojego Pana w drugim pokoju przycupnęła obok jego nóg. Mężczyzna, skupiony na rozsadzaniu czaszek wrogiej armii ledwie zauważył swoją Własność. 

- Panie... 

- Cisza i czekaj. 

Dziewczyna lekko skuliła się w sobie, choć wiedziała, że w głosie jej męża nie ma żadnej realnej groźby. 

Minuty mijały. Samir kontynuował swoją grę z lekkim uśmiechem zauważając jak z każdą chwilą dziewczyna stawała się coraz bardziej niecierpliwa oraz jak zniecierpliwienie zaczyna przechodzić w lekką irytację i złość. Doskonale jednak zdawał sobie sprawę, że jego uległa nie jest na tyle głupia, by sprzeciwić się bezpośredniemu poleceniu. 

- Słucham. 

- Panie, potrzebuję pojechać do sklepu. Chcę wprowadzić trochę porządku do kuchennych szafek. 

Mężczyzna zamyślił się, spojrzał na ekran komputera, po czym przenosząc wzrok na swoją żonę z przepraszającym uśmiechem oznajmił: 

- Nie, dzisiaj nie pojedziemy. Może jutro. Chyba, że jest coś, co jest nam dzisiaj absolutnie niezbędne.

Nic tak nie wyprowadzało Kornelii z równowagi jak genialny pomysł bez możliwości natychmiastowej realizacji. 

- Ale ja już wywaliłam rzeczy z pudełek! - oznajmiła pełnym pretensji tonem. 

- Dev... - za każdym razem, kiedy słyszała imię nadane jej przez Pana odruchy przypominały jej o obowiązkach. Czasem tylko, jak w tym przypadku, inne emocje brały górę nad tym niezrozumiałym instynktem. 

- To co ja mam teraz z tym zrobić?! 

Samir zerknął ponownie na komputer upewniając się, że bezpiecznie może od niego na jakiś czas odejść i spojrzał badawczym wzrokiem na swoją uległą. Natychmiast rozpoznał wyzwanie malujące się w oczach jego żony. 

Łapiąc dziewczynę za włosy na karku i przytrzymując jej głowa w miejscu, wymierzył trzy siarczyste policzki. Obserwując jak w Kornelii gotuje się krew, wymierzył kolejne dwa. Dopiero kiedy jej oczy zaszkliły się łzami spuściła pokornie wzrok. 

- Masz mi coś do powiedzenia? 

Odpowiedziała mu cisza. 

- Niech i tak będzie. 

Jedno szarpnięcie wystarczyło, by dziewczyna znalazła się pod ścianą napięta i wyprostowana. Kolejne dwa brutalne ruchy odsłoniły i wyeksponowały jej pełne piersi. 

- Zamknij oczy i nawet nie drgnij. 

Kornelia ze wszystkich sił starała się nie nasłuchiwać i nie wyobrażać sobie co za chwile może ją spotkać. 

- Wysuń język. 

Kiedy wykonała polecenie natychmiast poczuła przeszywający ból. Pan wybrał duże klamerki. Co prawda bolą nieco mniej, ale nie sposób z nimi zamknąć ust. 
Kolejne co poczuła, to język na prawym sutku. Ostatnie na co miała w tej chwili ochotę to pieszczoty, choć jak miała się za moment przekonać, to nie przyjemność była celem działań, a przygotowanie dla kolejnej klamerki. Tym razem padło na tę o dużej sile, zadającej jeden z najgorszych typów bólu. Ten sam los spotkał również i lewy sutek. 

Samir ponownie zacisnął palce na włosach dziewczyny, po czym odwracając ją przodem do ściany wymusił by pochyliła się, wypinając pupę. 

- Rozluźnij się. 

To mogło oznaczać tylko jedno. Mężczyzna przewidując próbę ucieczki, szarpnął za jedną z klamerek. 

- Rozczarowujesz mnie. 

Odpowiedział mu tylko cichy jęk. Odrobina żelu i korek analny centymetr po centymetrze znikał między pośladkami dziewczyny wywołując ciche łkanie. Kiedy cichy krzyk oznajmił, że wszystko jest już na swoim miejscu, kolejne szarpnięcie zrównało oczy Samira i Kornelii. 

- A teraz pójdziesz posprzątać bałagan który zrobiłaś. I radzę się pospieszyć, bo jak nawalisz gdzieś śliną to nie zdejmę Ci tego dopóki nie skończysz sprzątania całego mieszkania. 

Dziewczyna nie była w stanie opanować szlochu. Przez kolejnych kilkanaście minut będzie spacerować w górę i w dół po drabinie, co oznacza że nie będzie w stanie uniknąć żadnego z negatywnych skutków kary. 

- Przestań beczeć i do roboty. 

Mijając drzwi, Kornelia usłyszała jeszcze: 

- A wystarczyło przeprosić.