- Kochany... Pojedziesz ze mną do tamtego fajnego sklepu?
- To jest prawie 100km! Tylko po to, żeby poczekać na Ciebie 40 min i zawieźć Cie z powrotem. Nie ma mowy. Jedź sama, zrób sobie wypad w tygodniu, kiedy jestem w pracy.
- Ale ja się boję sama jechać... - powiedziała cicho, nieco zawstydzona.
Samir nic nie odpowiedział, co nieuchronnie spowodowało, że Kornelia wywróciła oczami, odwróciła się na pięcie i pomaszerowała zająć się swoimi sprawami.
Choć dziewczyna uznała temat za zakończony, Samir rozważał przeróżne opcje jak podejść do sprawy.
W sobotni poranek, kiedy oboje byli już przebudzeni i zaangażowani w swoje zajęcia, Kornelia usłyszała:
- Devi! Choć tutaj. - dziewczyna podeszła i usiadła obok męża - Chcę, żebyś się przebrała, wyprostowała włosy i poprawiła makijaż. Wychodzimy. Załóż wygodne buty.
"Jak nic czekają mnie zakupy!" - pomyślała podekscytowana. Kiedy już za kilka chwil oboje schodzili do samochodu, Samir podał Kornelii kluczyki i uśmiechnął się chytrze.
- No chyba sobie jaja robisz...
- Wsiadaj. - kiedy drzwi po obydwu stronach zamknęły się za nimi kontynuował - Devi, jesteś moja i jesteś po to żeby mi służyć. Żeby robić to dobrze, musisz rozwijać swoje umiejętności i nie przyjmuję z ust mojej uległej wytłumaczenia w postaci "boję się jechać". Twoje lęki nie mają znaczenia. Twoje bezpieczeństwo, ma jednak ogromne; podobnie jak to, co sądzą o mojej suce inni kierowcy. Dlatego upewnimy się, że kiedy wyjeżdżasz spod domu, nie przynosisz mi wstydu. Za chwilę włączę nawigację i chcę, żebyś dowiozła mnie na miejsce. Pamiętaj! Jeżeli uznam, że nie zachowujesz się właściwie na drodze, upomnę Cię. Jeżeli będę musiał upomnieć Cię ponownie za to samo, zostaniesz w domu ukarana.
- Panie... Proszę Cię.
Samir jednak zignorował jej prośbę i już po chwili usłyszeli pierwsze wskazówki. Kornelia westchnęła głęboko, po czym zaczęła proces przygotowania. Fotel. Lusterka. Pasy. Ruszyli.
Co chwila z ust Samira padały kolejne uwagi: "Przy zbyt niskich obrotach zmieniasz bieg i nie trzymaj dłoni na gałce.", "Ten manewr był zbyt szybki", "Trzymasz się zbyt blisko lewej strony", "Ten ruch powinien być płynniejszy".
Dziewczyna warknęła cicho po czym zjechała na pobocze.
- Tak się nie da jechać!
Samir lekko uśmiechnął się do swojej uległej.
- Ależ oczywiście, że się da. Wracaj na drogę. Włącz się do ruchu delikatniej niż zjechałaś na pobocze.
- Samir...
- Bez dyskusji.
Choć czasem Kornelia buntowała się wyłącznie po to, by jej bunt został stłumiony jeszcze w zarodku, cała sytuacja była dla niej wybitnie niekomfortowa. Wiedziała jednak, że po tym co usłyszała, sprzeciw jest absolutnie bezcelowy i przyniesie jej jedynie ból. Zagryzła zęby i ruszyła dalej.
Kiedy dotarli na miejsce odetchnęła z ulgą. Była wykończona ciągłym unikaniem myśli o nadchodzącej karze na tyle, by skupić się na uwagach męża i oczywiście na drodze. Kawa i niecała godzina wybierania butów pozwoliły jej jednak rozluźnić się nieco, zapomnieć o konsekwencjach i cieszyć się nadchodzącą podróżą, kiedy będzie mogła oglądać swojego Pana za kierownicą, co niezmiennie sprawiało jej olbrzymią przyjemność.
Kiedy podawała Samirowi kluczyki, ten tylko spojrzał na nie kpiąco i stwierdził:
- No jak to, Devi.. Przecież masz już wszystko poustawiane.
Miała ochotę płakać. Samo prowadzenie nie było niczym traumatycznym - równie dobrze mogła jednak jechać sama. Ciągła ocena była tym, co powodowało przerażenie. Nic tak nie odbierało jej radości z czegokolwiek, jak druga osoba co rusz wytykająca jej błędy.
Droga powrotna nie przyniosła żadnych urozmaiceń. Samir równie często i równie bezlitośnie wytykał jej każde niedociągnięcie. Ku przerażeniu Kornelii teraz jeszcze robił notatki.
Kiedy drzwi wejściowe ich mieszkania zamknęły się za nimi, od razu usłyszała:
- Rozbierz się.
Już nie była w stanie wytrzymać więcej napięcia i łzy pociekły po jej policzkach. Uklękła nago i czekała, wiedząc że błagania nie mają żadnego sensu.
- Było całkiem nieźle. Kilka niedociągnięć, to prawda, ale radzisz sobie za kółkiem dość dobrze. Pamiętaj jednak, że Twój Pan oczekuje od Ciebie stu procent. Nie dziewięćdziesięciu. Nie dziewięćdziesięciu trzech, ale właśnie stu. Dlatego zostaniesz teraz ukarana. Cały proces będziemy powtarzać co sobota, aż nie uznam, że wystarczy.
Była pewna, że się przesłyszała. To absolutnie niemożliwe.
- Wstań. Twarzą do ściany. Na palcach. Oprzyj dłonie wysoko nad głową. Taaak. Śliczna jesteś. - przez chwile gładził jej pośladki, jeszcze posiniaczone po ostatnim pyskowaniu - nie chcę widzieć żadnego ruchu bez pozwolenia. Nie chcę Cię też słyszeć. W przeciwnym wypadku - zacznę od początku.
Samir uwielbiał wymuszać na niej samokontrolę. Zwłaszcza, kiedy nie miała ochoty na to co się dzieje, zwłaszcza kiedy szargały nią irytacja, złość i szeroko pojęta żądza mordu. Bambusowy kijek powinien wystarczająco wysoko podnieść poprzeczkę.
Bił metodycznie, tworząc pręgę obok pręgi i obserwując jak dziewczyna ze wszystkich sił próbuje zmusić własne ciało do posłuszeństwa. Tylko cichy szloch i ostre, szybkie oddechy pokazywały jak wiele ją to kosztuje.
Kiedy skończył, przejechał dłonią po wrażliwej skórze. Odpowiedziało mu jedynie napięcie mięśni.
Zapalił światło.
- Wypnij się bardziej.
Samir upewnił się, że dźwięk migawki w aparacie jest włączony, po czym z kilku różnych miejsc sfotografował wynik swojej pracy. Zignorował, że głowa jego uległej lekko opadła pomimo zakazu. Zniesienia bólu mógł od niej wymagać, zażenowanie zasługuje na taryfę ulgową. Drobną. Kiedy światło zgasło, podszedł do niej, szarpiąc za włosy ustawił na czworaka na podłodze, po czym tuż przed jej oczami położył telefon z dopiero co stworzoną fotografią.
- Patrz uważnie. Przyjrzyj się każdemu śladowi z osobna. Tak kończy się, kiedy Twój Pan jest z Ciebie niezadowolony - to powiedziawszy stanął za nią, kucnął, po czym bezceremonialnie wepchnął dwa palce w jej wnętrze. Odpowiedział mu cichy jęk.
- Widzisz suko? Nie ważne co z Tobą robię, nie ważne jak bardzo tego nie chcesz i jak duży ból Ci sprawiam; Twoje ciało doskonale wie, czego potrzebujesz. Doskonale rozumie, że Twoja cipka, całe Twoje ciało i wszystko co sobą reprezentujesz należy do mnie i tylko ja decyduję o tym co czujesz, kiedy to czujesz i jak to wykorzystam. To i wszystko inne.
To powiedziawszy, klepnął ją w tyłek, z dumą stwierdzając, że mimo zaskoczenia i ilości czerwieni na jej pośladkach nie wydała z siebie dźwięku.
- Pod prysznic. Śmierdzisz strachem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz